Recenzja książki “Szwajcaria. Podróż przez kraj wymyślony” Agnieszki Kamińskiej

Agnieszka Kamińska z wesołej, choć chaotycznej i głośnej Polski przeniosła się do niemieckojęzycznej części Szwajcarii, gdzie teraz jest jej dom. Jej życie zmieniło się o 180 stopni, bo wpadła w ręce ludzi wyjątkowo „uporządkowanych”, wiernych tradycji i nad wyraz spokojnych. To kraj, gdzie ludzie unikają zbędnych interakcji. Zamiast tego wolą zostawić ci liścik z prośbą o niehałasowanie w nocy. Gdzie mnogość lokalnych dialektów i zwyczajów nie prowokuje konfliktów, lecz uczy sztuki kompromisu. Gdzie mieszkańcy wolą zgłębiać tajniki języka francuskiego niż żmudnie wkuwać angielski. Słowem inny świat. Dla niektórych utożsamiany z rajem. Czy słusznie? Kamińska z tym stwierdzeniem raczej polemizuje.

Wygląda na to, że rzeczywiście, trawa jest zawsze zieleńsza tam, gdzie nas nie ma. W końcu kto nie słyszał zachwytów wznoszących się nad szwajcarskimi wyrobami – serem, czekoladą, zegarkami czy systemem bankowości? Kto nie widział peanów pisanych na cześć systemu politycznego w tym państwie, który lepiej niż każdy inny pozwala zaistnieć bezpośredniej demokracji? Wreszcie kto nie zetknął się z zauroczeniem ludzi pięknem natury, gór i lasów rozciągniętych wzdłuż kantonów? A jednak, autorka, choć dostrzega pozytywy, podchodzi z lekkim dystansem do opinii, w których Szwajcaria jest hołubiona. Widać wystarczy chwilę pomieszkać w tym „raju wymyślonym”, aby dostrzec jego mankamenty. A tych, jak w każdym innym państwie, nie brakuje.

Kamińska zwraca uwagę przede wszystkim na rozdrobnienie społeczeństwa. Tu bycie patriotą odnosi się raczej do lokalnej ojczyzny. W granicach jednego kantonu spotkamy się z funkcjonowaniem morza języków i dialektów. Często kilometr dalej ludzie mówią już w zupełnie inny, niezrozumiały dla siebie sposób. Przez to podręczniki w szkołach są pisane oddzielnie dla określonych okręgów, ponieważ każdy Szwajcar domaga się poszanowania jego praw do krzewienia własnej kultury. Istnieje też rozgraniczenie w zwyczajach i poglądach na życie między niemiecko- i francuskojęzyczną częścią kraju. Im bliżej Francji, tym wolniej płynie czas. Ludzie pracują tam, by żyć, podczas gdy, jak się utarło, w niemieckojęzycznym regionie żyje się, by pracować. Z jednej strony mamy spokój, stabilność i odpowiedzialność, z drugiej luz, swobodę i chaos. Mimo tych różnic obie grupy stanowią jedną całość, funkcjonującą pod nazwą: Szwajcaria.

W mojej ocenie nowe standardy już zdominowały serce autorki. Widać to po sposobie, w jakim pisze ona swoją książkę. Sama przyznaje, że zamierzała kraj opisać neutralnie, przez co pozbawiła czytelnika radości z czytania. Brakuje mi żywszych anegdotek z życia Helwetów. Zwykle to takie ciekawostki sprawiają, że podczas lektury się uśmiechamy albo kręcimy z niedowierzaniem głową. To też część opowieści, która buduje w naszej wyobraźni żywy obraz Szwajcarów. Zamiast tego dostajemy długi wywód na temat różnic językowych, który jest zbyt rozwleczony jak na reportaż i zbyt ogólnie omówiony jak na złożoność tematu. Wydaje mi się też, że niepotrzebne były niektóre wstawki historyczne, ponieważ od tego mamy podręczniki, a ciekawi jesteśmy tego, co dzieje się tu i teraz, jakie niespodzianki kryje przed nami to niewielkie, a tak bogate kulturowo państwo. Mimo to książkę będę polecać osobom chcącym poszerzyć nieco swoją wiedzę na temat Szwajcarii. Zaznaczam tylko, że bardziej przypomina ona broszurę informacyjną niż powieść podróżniczą, więc czyta się ją dla faktów, a nie pikantnych smaczków.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

Książkę “Szwajcaria. Podróż porzez kraj wymyślony” i inne książki podróżnicze znajdziecie w naszej księgarni.