Recenzja książki “Tajemnica mordercy” Rachel Caine

Czy Was też czasami dopada jakaś czytelnicza niemoc? Wiecie, że na Waszej półce czeka mnóstwo dobrze zapowiadających się książek, a jednak nie możecie się przemóc i sięgnąć po jakąkolwiek z nich. Ja tak ostatnio miałam. Niby coś wybrałam, ale szło mi jak krew z nosa. A wierzcie mi, nie jestem osobą, którą zastój czytelniczy nawiedza jakoś często. Wiedziałam jednak, że potrzebuję naprawdę porządnej lektury, aby z niego wyjść. No i z pomocą przyszła niezastąpiona Rachel Caine oraz najnowsza część przygód Gwen Proctor, Tajemnica mordercy.

Całkowicie pokochałam ten cykl już w trakcie lektury pierwszego tomu i moja miłość z każdą kolejną częścią tylko się umacnia. Caine naprawdę doskonale poradziła sobie z pisaniem thrillerów, które mocno poruszają wyobraźnię. Choć wyszła od jednego pomysłu, który skupiał się na postaci byłego męża głównego bohaterki i borykania się z tym, że był on okrutnym mordercą, tak jednak poszła dalej. Potrafiła doskonale poprowadzić fabułę, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że niektóre wątki nie mogą się ciągnąć w nieskończoność i trzeba ruszyć dalej. Jednak to pójście dalej musiało być na tyle przemyślane i pomysłowe, aby czytelnik nadal chciał towarzyszyć Gwen.

W ostatnim tomie udało jej się tego dokonać, a w tym? Również. Stopniowo zaczęła wprowadzać zupełnie nowy element, oscylując wokół motywu sekty i niebezpieczeństwa. Wyszło jej to naprawdę znakomicie, ale tym, co jakoś mocno uderzyło w trakcie lektury tej powieści była świadomość tego, że Ci bohaterowie prawdopodobnie nigdy nie zaznają normalności. Że choćby próbowali uciekać, to już zawsze będą musieli się pilnować. Że te wszystkie lata odbiły na nich nieodwracalne piętno. Że Gwen stała się kobietą, która nie zawaha się chwycić za broń, aby ratować swoich najbliższych. Że nawet jej nastoletnie dzieci nie mogą prowadzić normalnego życia wśród rówieśników, bo są tam po prostu nierozumiane i mają zupełnie inny sposób patrzenia na życie.

Jakoś mocno mi się tutaj przewijała ta warstwa psychologiczna, choć nie wiem czemu dopiero teraz, skoro tak naprawdę byłą ona istotna od samego początku tej historii. Może po prostu tutaj to wszystko osiągnęło swoje apogeum? Bo chociaż wydawać by się mogło, że po wydarzeniach z poprzednich części ta rodzina w końcu zazna spokoju, to jednak autorka ponownie rzuciła ich na głęboką wodę. Jakby to wszystko jakoś wciąż łączyło się z przeszłością, jakby wciąż ktoś rzucał im kłody pod nogi. Jest ryzyko, jest niebezpieczeństwo, są nowe tajemnice i niedopowiedzenia. Świetne tempo akcji, odpowiednie budowanie napięcia, doskonała kreacja bohaterów.

Jest to taka seria, w której każdy tom nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Zawsze mnóstwo się dzieje, zawsze do czegoś dążymy, nigdy nie brakuje momentów pełnych grozy i niepewności. Co więcej – doskonale obserwuje się rozwój poszczególnych postaci i to, jak zmienia się ich sposób bycia oraz postrzegania rzeczywistości. Czuć też tutaj wiele emocji, przede wszystkim mocną tęsknotę za normalnością, ale też wydaje mi się, że w przypadku Gwen jest to wieczne znerwicowanie, działanie na samej adrenalinie – jakby ta kobieta była w stałym napięciu. A wierzcie mi, to bywa wyniszczające. W sumie to chyba cud, że ona nadal się tak dobrze trzyma.

Śmiało przyznaję, że ta właśnie książka, Tajemnica mordercy, wyrwała mnie z mojego zastoju czytelniczego. Całkowicie mnie pochłonęła i po prostu wiedziałam, że trzymam w dłoniach dopracowaną, porządną lekturę, która mnie nie zawiedzie. Rachel Caine stworzyła jeden z najlepszych cykli osadzonych w nurcie thrillera, z jakimi kiedykolwiek miałam do czynienia! Tutaj wszystko jest na najwyższym poziomie! Świetny pomysł, genialnie rozwijanie historii, wspaniała kreacja bohaterów, akcja i emocje. Nie zawiedziecie się.

Autorka recenzji: Magdalena Senderowicz

“Tajemnicę mordercy” i inne thrillery psychologiczne znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.