Książka To tylko zimowy blues

Recenzja książki „To tylko zimowy blues”

Sprawdzam w internecie dorobek literacki Anny Chaber i przecieram oczy ze zdumienia. Tylko dwie powieści. A pierwszą z nich już miałam okazję czytać. Pamiętam, że „Zaproś mnie na pumpkin latte” zrobiło na mnie dobre wrażenie, więc z chęcią sięgnęłam po „To tylko zimowy blues”. To, jak duży progres zaliczyła autorka, mnie zachwyciło. Tym bardziej nie mogę wyjść z szoku, że po drodze nie przytrafiły jej się inne książki i od razu zrobiła ogromny przeskok z „całkiem przyjemna lektura” do „kurczę, ale wciąga”. I to w całkiem krótkim czasie. Dlatego wielkie brawa dla pani Chaber, a teraz przechodzimy do fabuły.

Karolina i Daniel poznali się przez przypadek. A raczej wypadek. Po sylwestrowym szaleństwie jedno z nich jechało wymęczone autem, ledwo mogąc skupić się na drodze, a drugie wyszło z psem na spacer i bezmyślnie spuściło pupila ze smyczy. Cóż, często filozofowie, naukowcy i humaniści spierają się co do tego, gdzie i kiedy zaczyna się miłość. Wychodzi, że pod kołami samochodu.
Karolina, piękność o azjatyckich rysach i nietuzinkowym stylu, prowadzi pamiętnik. Sięga po niego tylko raz na koniec roku, aby zapisać w nim postanowienia na nadchodzące trzysta sześćdziesiąt pięć dni. Ostatnio udało jej się uniezależnić od rodziców, jednak wciąż pozostało jej wiele do zrobienia. Przede wszystkim chciałaby uwolnić się od swojego toksycznego byłego, wyrzucić go z myśli i serca, na dnie którego wciąż tkwi nadzieja, że się zmienił i mogą odbudować swój związek. Kolejną sprawą jest praca. Słabo płatna, wymagająca, z nienajlepszą umową. A przecież Li, jak nazywa kobietę jej najlepszy przyjaciel, zna języki obce, jest zorganizowana i odpowiedzialna ze wszech miar. Ostatnią kwestią jest śpiew. Zajęcie, które Karolina uwielbia… dopóki ktoś nie podetknie jej mikrofonu pod nos. Poza tym fajnie byłoby znaleźć miłość i zażegnać konflikt rodziców, ale przecież nie da się wyrobić ze wszystkim przez zaledwie pięćdziesiąt dwa tygodnie, prawda?

Daniel z kolei nie robi żadnych postanowień. Nie ma na to czasu. Haruje na dwa i pół etatu i jako lekarz pomaga na co dzień dziesiątkom pacjentów. Stara się każdemu poświęcić możliwie jak najwięcej czasu, żeby nikogo nie spotkało to, co jego rodzinę…

Poniekąd to chęć niesienia pomocy innym zbliża do siebie głównych bohaterów. To i zamiłowanie do Gwiezdnych Wojen. Razem powoli się docierają i to w sposób bardzo naturalny, z życia wzięty. Nie ma tu AŻ TYLE patosu, jak często w podobnych powieściach romantycznych i choć zdarza się kilka podniosłych momentów, to są one przełamane lekkimi, wpadającymi w ucho (oko?) dialogami, żartami sytuacyjnymi i nawiązaniami do aktualnych trendów.

Przyznaję, że zauroczyła mnie historia Li i Daniela, którzy byli nieśmiali, introwertyczni, niejednokrotnie zachowawczy, ale przy tym tacy ludzcy, prawdziwi i szczerzy. Podobało mi się to, jak autorka przeplata wydarzenia wesołe i romantyczne z tymi trudnymi oraz dołującymi. Czytając, nawet na moment nie czułam znużenia, a wręcz ciężko było mi odłożyć książkę na bok chociaż na chwilę. Dlatego mogę z radością polecać wszystkim „To tylko zimowy blues” i czekać na kolejne powieści Anny Chaber, które z pewnością będą równie świetne, co dotychczasowe.

To tylko zimowy blues” oraz inne polskie powieści znajdziesz w asortymencie księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa.