Recenzja książki “Warcross” Marie Lu

Bardzo lubię literaturę fantasy, ale z wątkami science fiction nie zawsze jest mi po drodze. Moją uwagę jednak przykuła jedna z nowości wydawnictwa Młodzieżówka – “Warcross” Marie Lu. Krótkie spojrzenie na okładkę i opis starczyły, aby wzbudzić moją ciekawość i zachęcić do zapoznania się z tą cyberpunkową książką. Decyzja o sięgnięciu po ten tytuł okazała się całkowicie trafna, gdyż historia stworzona przez autorkę pochłonęła mnie bez miar.

Główną bohaterką książki “Warcross” jest Emika Chen – dziewczyna z kolorowymi włosami i tatuażami, która jest świetną hakerką. Niestety w wieku 11 lat straciła ojca, który zmarł z powodu choroby. Od czasu kiedy uciekła z domu dziecka, musi radzić sobie sama. Jest okropnie zadłużona z powodu słabości do hazardu jej taty i aby zapłacić za wynajem mieszkania, jedzenie i podstawowe potrzeby pracuje jako kelnerka w jednej z niewielu knajp, która nie zastąpiła jeszcze ludzi robotami, a także łapie zlecenia jako łowca nagród. Gdy na drzwiach jej mieszkania pojawia się informacja, że jeśli do jutra nie zapłaci na czynsz, trafi na bruk, Emika decyduje się na ryzykowny krok, aby zdobyć pieniądze. Włamuje się do meczu otwarcia Międzynarodowych Mistrzostw Warcrossa, gry, w którą grają miliony ludzi na świecie. Nie wszystko idzie do końca tak jak powinno i Emika trafia do świata gry, a zaraz potem na języki wszystkich widzów. Przekonana jest, że czeka ją więzienie, jednak twórca Warcrossa, Hideo Tanaka, ma dla niej inną propozycję… Bez zbędnej zwłoki dziewczyna zostaje przetransportowana prywatnym samolotem Hideo i wchodzi do gry. Jej zadaniem jest przeprowadzenie śledztwa. Dzięki swoim wybitnym umiejętnościom hakerskim Emika trafia na trop ogromnego, brzemiennego w skutkach dla całego uniwersum Warcrossa, spisku.

Warcross Marie

Świat, który stworzyła Marie Lu jest niesamowity, a poznawanie go przynosi wiele przyjemności. Technologia jest wysoce rozwinięta, a roboty zastępują w wielu sytuacjach ludzi. Przykładowo nie ma już “zwykłych”, ludzkich lokajów. Zastąpieni zostali przez roboty, które na podstawie tego, co im zlecasz do zrobienia, albo jakie wybierasz smaki, uczą się Ciebie i tego, co lubisz. Praktycznie wszyscy grają we wspomnianego już Warcrossa, czyli grę w wirtualnej rzeczywistości. Coroczne Mistrzostwa Warcrossa budzą zainteresowanie praktycznie wszystkich, a w czasie ich trwania zarówno media, jak i zwykli ludzie, żyją praktycznie tylko rozgrywkami odbywającymi się w ramach Mistrzostw. Aby grać w Warcrossa potrzebne są specjalne okulary zwane Neurołączem. Jednak poza graniem, można dzięki nim przenieść się do zupełnie innej rzeczywistości. Masz ochotę przespacerować się jakimś mieście albo powylegiwać się na plaży na tropikalnej wyspie? Nie ma problemu! Zakładasz na nos Neurołącze i jesteś tam, gdzie sobie zamarzysz. Jeśli chcesz zachować dla siebie jakieś ważne wspomnienie, również możesz to zrobić, zapisać je w pliku i wracać do niego, kiedy zapragniesz. Ta wysoce rozwinięta technologia ma też oczywiście swoje zagrożenia – jeśli nie zabezpieczysz wystarczająco swoich danych, będą one na widoku dla innych. Cyberpunkowy świat wykreowany przez autorkę jest naprawdę fascynujący, ale też odrobinę przerażający. Uzależnienie się ludzi od technologii może być naprawdę groźne.

Warcross Marie Lu

“Warcross” Marie Lu to naprawdę świetna książka young adult, do tego wręcz ociekająca rewelacyjnym klimatem wysoko rozwiniętych technologii. Akcja od razu wciąga i nie ma niepotrzebnych przestojów. Wszystko dzieje się płynnie, a czytelnik z każdą stroną coraz bardziej zanurza się w niesamowity świat Warcrossa i historię Emiki. Pojawia się delikatny wątek romansowy, który nie rozprasza uwagi i nie odciąga od głównej linii fabularnej książki. Bohaterowie są ciekawi, stworzeni z pomysłem. Poza Emiką i Tanaką poznajemy innych graczy Warcrossa. Każdy z nich ma swoje wyjątkowe cechy, umiejętności i… sekrety. Dodatkowo książka ma naprawdę ładną, przyciągającą uwagę okładkę. Utrzymana jest w kolorach fioletu i różu i przywodzi na myśl kolorowe neony. Niestety trafiłam na kilka literówek, jednak nie zaburzyło to mocno przyjemności z lektury.

Zdecydowanie mogę polecić “Warcross”, ale nie tylko młodzieży. Jako osoba , która naście lat miała już sporo czasu temu, także świetnie się bawiłam, czytając ten tytuł. Fabuła nie jest infantylna, a wręcz przeciwnie. Widać, że autorka dobrze przemyślała to, co ma się wydarzyć i udało jej się stworzyć porywającą, logiczną historię. Nie ma więc na, co czekać – zachęcam jak najszybciej sięgnąć po ten tytuł i zanurzyć się w niesamowitym świecie wirtualnych rozgrywek Warcrossa i hakerskich potyczek.