Książka Wszystkie pory uczuć. Jesień

Recenzja książki „Wszystkie pory uczuć. Jesień”

Ledwo podźwignęłam się po „Świetle, które rozjaśnia mrok”, a tu już zleciała na mnie kolejna emocjonalna bomba w postaci „Jesieni” należącej do cyklu „Wszystkich pór uczuć” stworzonego przez Magdalenę Majcher. Tym razem historia nie dała mi się aż tak we znaki, bo problemy w niej poruszone opierały się głównie na szkodliwych schematach myślenia, tym, co człowiek przepracowuje we własnej głowie, a nie kłopotach bardziej fizycznych i nieodwracalnych, jak na przykład zdrada czy ciąża. W tej powieści autorka skupiła się przede wszystkim na wątku samoakceptacji i wiary w siebie. Tych elementów brakowało do szczęścia głównej bohaterce, Hani, ale też jej przyjaciółce, Joasi, której nie poświęcono aż tyle czasu.

Wspomniane przeze mnie postaci damskie wychowywały się w domu dziecka. Dorastały z poczuciem samotności. Czuły się porzucone i gorsze od osób, które mieszkały wraz z bliskimi i miały do kogo zwrócić się słowami Mamo/Tato. Przeszłość, na którą nie miały wpływu, poskutkowała tym, że w obydwu kobietach zakiełkowała niepewność, niska samoocena. Asia od lat nie potrafiła stworzyć udanego związku, bo bała się towarzystwa z tak zwanej wyższej półki (dodajmy, że półki, którą widziała jedynie w swojej głowie). Zwyczajnie nie czuła się dość dobra. Przez to przeszła przez kilka burzliwych relacji z oszustami, kobieciarzami, miłośnikami używek, a ostatnio padło na człowieka na chronicznym bezrobociu.

Hanna z kolei ułożyła sobie życie. Na brak pieniędzy nie narzeka, jej córka lada chwila skończy szkołę średnią i wyfrunie z gniazda, a ludzie, kiedy słyszą jej historię, nie dowierzają, że taka elegancka kobieta mogła spędzić dzieciństwo w sierocińcu. Problem tkwi w tym, że przez ostatnie dwadzieścia lat małżeństwa była nieustannie porównywana z Kasią – tragicznie zmarłą pierwszą żoną swojego ukochanego, Andrzeja. Nieważne, jak się starała. Ile z siebie dała. Jak dobre chęci miała. Kasia zrobiłaby to lepiej. Takie słowa okropnie ranią Hanię, jednak jej poczucie niższości nie pozwala jej przeciwstawić się tej sytuacji. Zamiast coś odpowiedzieć, zaprotestować, podkula ogon i z pokorą przyjmuje krytykę. Bycie ocenianą przez męża i odtrącaną przez córkę sprawia, że główna bohaterka jest bliska załamania. Na jej drodze staje jednak sąsiadka – wróżka (w pewien sposób podobna do tych dobrych czarodziejek z bajek Disneya, choć niewładająca magią) o imieniu Renata, która przejmuje niejako rolę matki Hani. Doradza jej, słucha zwierzeń i parzy wyśmienitą herbatę imbirową.

Cieszę się, że Magdalena Majcher podjęła się napisania książki, w której istotnym wątkiem jest dorastanie w domu dziecka. Dla mieszkańców takich przybytków często jest to powód do wstydu, wzbudzający w nich skrajnie złe emocje, utrudniający zbudowanie zdrowych, trwałych relacji, a to za sprawą często nieczułego społeczeństwa, gotowego stygmatyzować osoby, które na swoją sytuację nie miały najmniejszego wpływu. Z takim właśnie przesłaniem przychodzi do nas autorka w swojej genialnej, chwytającej za serce powieści „Wszystkie pory uczuć. Jesień”, którą polecam każdemu, kto lubi czytać DOBRE pozycje. Z pewnością nie odejdzie zawiedziony, bo z historii Hani można wyciągnąć niejeden morał, a także spojrzeć na świat i pewne sytuacje z zupełnie innej strony. Po pierwsze uczy ona empatii, po drugie wrażliwości, a po trzecie wiary w siebie samego i to nie gorzej niż co poniektóre poradniki.

Wszystkie pory uczuć. Jesień” oraz inne powieści znajdziesz w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa