Recenzja książki “Zabójczy wirus” – Alex Kava

To się nie dzieje naprawdę. Takie rzeczy zdarzają się tylko w przerażających książkach. Albo w hollywoodzkich filmach grozy, o ile scenarzystów za bardzo poniesienie wyobraźnia. Zapewne wielu z nas tak właśnie pomyślało, oglądając telewizyjne relacje z rozwoju pandemii na świecie. W czasach, w których widok ludzi w maseczkach i rękawiczkach ochronnych nikogo już nie widzi, a słowo „wirus” odmieniane jest w mediach przez wszystkie przypadki, statystyczny czytelnik ma ochotę na lekką lekturę, która pozwoli ma na chwilę zapomnieć o milionach zakażonych i codziennym lęku towarzyszącym mu podczas wyjścia z domu. Ale z drugiej strony: jeżeli prawdą jest, że aby pokonać strach, należy go oswoić, to może warto sięgnąć po mrożący w krew w żyłach thriller o wiele mówiącym tytule „Zabójczy wirus”?

Wszystko zaczęło się na Jeziorze Wiktorii w Ugandzie, po którym płynęła przepełniona łódź motorowa. Na jej pokładzie znajdował się młody chłopak przewożący hałaśliwy ładunek. Waheem z każdą minutą podróży czuł się coraz gorzej.Z trudem łapał powietrze i dusił się, nie był już w stanie przełknąć. Potem poczuł jakiś ruch w głębi ciała, jakby ktoś rozdzierał mu wnętrzności. Krew lała się z niego wszelkimi możliwymi otworami. Nie czuł bólu, tylko szok. Szok na widok takiej ilości krwi, i to jego własnej, usunął w cień ból”. Dwa miesiące później do Akademii FBI w Quantico ktoś dostarcza pudełko z pączkami. Pod smakowitymi ciastkami zastępca dyrektora Cunningham odnajduje wiadomość, z której wynika, że punktualnie o godzinie dziesiątej nastąpi bliżej niezdefiniowany atak na dom w niewielkim miasteczku w Wirginii. Rozpoczyna się wyścig z czasem…

Alex Kava to autorka znany i lubiana, które nie trzeba nikomu przedstawiać, bo w ciągu ostatnich dwudziestu lat wydała ona ponad dwadzieścia powieści, z których większość trafiła na listy bestsellerów. Seria z Maggie O’Dell doczekała się już trzynastu odsłon, a „Zabójczy wirus” to szósty tom cyklu. W tym miejscu warto zaznaczyć, że nieznajomość wcześniejszych części w żaden sposób nie odbiera przyjemności z lektury. Każdy thriller z nieustraszoną agentką FBI w roli głównej można czytać jako samodzielną powieść.„Zabójczy wirus”, który liczy trzysta stron, został podzielony aż na osiemdziesiąt trzy krótkie rozdziały, przez co całość jest niezwykle dynamiczna. Akcja pędzi z zawrotną szybkością, nie brakuje nagłych zwrotów akcji, a zakończenie wbija w fotel. Takie thrillery to ja lubię! Wszyscy czytelnicy, nie tylko ci, którzy w ostatnim czasie zostali objęci kwarantanną, ze ściśniętym gardem będą śledzić pobyt Maggie w „celi” i wraz z nią czekać na wyniki badań, które mogą oznaczać dla młodej agentki wyrok śmierci, bo „jeżeli wirus trafi do celu, jest równie skuteczny co kula. A nawet lepszy, bo nie zostawia żadnych śladów. Broń doskonała. Niewidzialna”.

Gdyby nie wydarzenia ostatnich miesięcy, mój odbiór „Zabójczego wirusa” byłby zapewne inny. Uznałabym go za świetnie napisaną i wciągającą powieść z dreszczykiem, ale jednak mocno oderwaną od rzeczywistości. Książka została po raz pierwszy wydana dwanaście lat temu (!), a sama autorka w posłowie zatytułowanym „Prawda czy fikcji” zastanawia się, czy epidemia, która przeszło dekadę temu wybuchła w Republice Konga i pochłonęła do tej pory nieoszacowaną liczbę ofiar, mogłabym się zdarzyć w Stanach lub Europie. Według ekspertów, z którymi rozmawiała pisarka, „to tylko kwestia czasu”, bo „wystarczy, by jedna zakażona osoba wsiadła na pokład samolotu”. Gorąco polecam lekturę „Zabójczego wirusa” każdemu, kto chce się przekonać, w jak przerażający sposób fikcja literacka potrafi wyprzedzić rzeczywistość.

Jeżeli wirus trafi do celu, jest równie skuteczny co kula. A nawet lepszy, bo nie zostawia żadnych śladów. Broń doskonała. Niewidzialna.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

“Zabójczy wirus” i inne książki Alex Kava znajdziecie na stronie naszej księgarni.