Książka obyczajowa

Recenzja książki “Zaginiona apteka” Sarah Penner

Bywają w życiu takie momenty, że człowiek nie wytrzymuje i ucieka się do najbardziej drastycznych środków, żeby wreszcie poczuć ulgę, wyzwolenie oraz wewnętrzny spokój. Taki właśnie cel przyświeca niemalże wszystkim klientkom tajemniczej apteki, ukrytej pośród zawiłych uliczek Londynu. Półki tego osobliwego sklepu znacznie częściej zajmują pękate fiolki pełne najróżniejszych trucizn, niż rzeczywiste leki. Interesantki bowiem zwykle pragną rozwiązać swoje problemy szybko i możliwie jak najboleśniej. A cóż jest lepszym remedium na uciążliwych mężczyzn niż odrobinka arszeniku? Apteka jest jedynym miejscem, gdzie mogą otrzymać pomoc, a także liczyć na dyskrecję, jednak dotarcie do niej wcale nie jest takie proste…

Tytuł powieści Sarah Penner może dziwić, bo cóż oznaczać może zbitka „zaginiona apteka”? W końcu apteki, jak i inne lokale usługowe nie zwykły się przemieszczać, a tym bardziej błądzić. Sęk w tym, że to ludzie się gubią, a wtedy schowany przed światem, niewielki sklepik z medykamentami czeka na to, że go odnajdą i poproszą o pomoc fachową zielarkę. Wielkie tajemnice, nagłe zgony i cała masa bólu sięgają swoją historią XVIII wieku, kiedy to Nella przyjmuje w swoim przybytku wyjątkowo młodą dziewczynę. Spotkanie budzi w niej liczne wspomnienia i refleksje nad fachem trucicielki oraz doli ciemiężonych kobiet, które nie mają dokąd pójść, by otrzymać jakiekolwiek, choćby minimalne, wsparcie.

Choć sam wątek Nelli jest fascynujący, autorka dorzuciła do jej opowieści drugą, współczesną płaszczyznę czasową. Tak poznajemy Caroline, która dziesiątą rocznicę małżeństwa świętuje sama, po tym jak jej mąż okazał się być dwulicowym kłamcą i zdrajcą. Nie pozostaje jej nic innego, jak cieszyć się urokami Londynu w pojedynkę. Kobieta próbuje zdystansować się do swoich problemów, dlatego też chętnie daje się wciągnąć w miting grupy samozwańczych archeologów-zbieraczy nad Tamizą. Pasjonatka historii i przygód nie mogła lepiej trafić. Fakt, wiele osób wyobrażałoby sobie urlop w trochę inny sposób, niż brodzenie po kolana w mule i odkopywanie starych, wygniecionych, metalowych obrączek, ale dla Caroline to forma rozprawienia się z przeszłością, a także okazja na dokonanie przełomowego odkrycia.

Cóż… można by się spierać, czy podrzucanie brutalnym mężom i sadystycznym ojcom trucizny do jedzenia jest dobrym sposobem rozwiązywania kłopotów, ale z pewnością nie można odmówić akcji dramatyzmu! Historia Nelli jest dosyć mroczna, a do tego nasycona wątkami związanymi z funkcjonowaniem ludzkiej psychiki, wytrzymałością wieloletnich ofiar, moralnością i kobiecym wsparciem. To książka idealna dla osób, które szczególnie cenią sobie poruszanie psychologicznych aspektów postępowania bohaterów. Krótkie rozdziały i powoli, acz z rozmysłem, budowane napięcie również działają na plus. Po pewnym czasie naprawdę trudno się oderwać od historycznego śledztwa Caroline, a powody, dla których poszczególne osoby zachodzą do apteki sprawiają, że zżera nas ciekawość. Poza tym dochodzi przejęcie lekkim niedomaganiem Nelli oraz związkiem Caroline wiszącym na włosku. Lekko smutny obraz wydarzeń podbija szara panorama deszczowego, chmurnego miasta. Pod względem klimatu i towarzyszącego czytelnikowi nieustannego dreszczyku emocji powieść Sarah Penner to istne mistrzostwo. Łatwo zatopić się w jej lekturze na nieprzerwane godziny, mimo że pościgów i wybuchów raczej w niej uświadczymy (co wcale nie znaczy, że książce nie uda się nas zaskoczyć!), dlatego myślę, że warto dać jej szansę, nawet jeśli nie jest się fanatykiem historii czy zielarstwa.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Zaginioną aptekę” i inne książki obyczajowe znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.