Recenzja książki “Zakochani w słowach”

Tytuł tej książki od razu przywodzi na myśl romans, gdzie główną rolę odgrywać będzie słowo pisane. Niestety tak się nie dzieje. Choć sama koncepcja, jak i opis na okładce zwiastują ekscytującą i niespełnioną miłość nieśmiałego bibliotekarza, który zdobywa sławę, polecając odpowiednie książki mężczyznom z problemami sercowymi, to sama proza zdaje się być mocno rozczarowująca pod tym względem.

Historia opowiada o Tomaszu, który zafascynowany piękną i zdolną aktorką, nie robi nic, by zacieśnić ich relację. Kiedy kobieta oznajmia, że wyjeżdża do Stanów, załamuje się i za jej radą postanawia odmienić swoje życie. Wielka przemiana polega na zmianie golfów na pulowery i obcięciu włosów. Nasz bohater podejmuje też więcej pochopnych decyzji niż kiedyś, w zasadzie tylko z powodu „przemiany”, bo nic innego nie stanowi dla niego motywacji. Poza tym kłamie znacznie częściej, więc raczej ciężko stwierdzić, że owa metamorfoza wyszła mu na dobre.

Dawno nie zdarzyło mi się, żeby główny bohater był tak nieprzyjemny i to – prawdopodobnie – wbrew zamiarom autorki. Tomek to typ niezdecydowany, leniwy aż do bólu, którego przerasta mało wymagająca praca w bibliotece. Prawdopodobnie do końca życia zamieszkiwałby pokoik u cioci i spędzał każdy dzień na narzekaniu, gdyby jego bliscy nie zaczęli mu wytykać wad i nie zmusili by wziął się w garść. Po przeczytaniu całości nasuwa się refleksja, że zmarnowało się czas na czekanie aż mężczyzna zrobi coś ze swoim życiem.

Ludzie dookoła sugerują młodemu bibliotekarzowi, że mógłby już się ustatkować i znaleźć sobie dziewczynę. On z początku jednak woli platoniczną miłość, jaką obdarza znaną aktorkę, choć zdaje sobie sprawę z braku wzajemności. Później, kiedy kobieta znika z jego życia na jakiś czas, postanawia otworzyć się na „nowe”. Na postanowieniach się kończy. Kiedy tylko jakaś niewiasta obdarza go zainteresowaniem, on zaraz się wycofuje, momentami jest wręcz wredny. Okazuje się, że nie odróżnia w pełni pewności siebie od arogancji. Zdecydowanie można o nim powiedzieć, iż wybrzydza, a najgorsze jest to, że bez jakichś wyraźnych powodów. Po jakimś czasie zmienia obiekt westchnień, jednak nie jest pewny swoich uczuć, ponieważ aktorka co jakiś czas powraca do jego biblioteki.

Jeśli chodzi o samą bibliotekę, to pracownicy zdają się nie znać żadnych książkowych pozycji, które nie byłyby lekturami szkolnymi, jakie chociaż z tytułu większość osób kojarzy, ewentualnie padają tytuły światowych bestsellerów, (a nawet i to stanowi rzadkość). Nie da się przeczytać wszystkich książek na świecie, jednak postacie są nam przedstawiane jako niezwykle oczytane i inteligentne. Po czym padają nawiązania, (i to boleśnie tłumaczone czytelnikowi), do „Ani z Zielonego Wzgórza” czy „Zemsty”. W moim odczuciu nie warto za każdym razem podkreślać, że Papkin to bohater komedii Fredry, a Gilbert to ten, co ciągnął rudą Anię za warkoczyk. Wygląda to trochę, jak zwątpienie w osoby, które sięgnęły po „Zakochani w słowach” i kończy się bezzasadnym tłumaczeniem przez autorkę, dlaczego akurat teraz padł dany tytuł. Z drugiej strony jednak mamy w książce kilkukrotny żart (tak to nazwijmy) z osób, które nie poznały fragmentu danego dzieła. Chyba każdy się zgodzi, że bycie wyśmianym przez bibliotekarza z takiego powodu jest raczej przykre i nieprofesjonalne, a do czytania już na pewno nie zachęci.

To, co uwierało mnie szczególnie to język powieści. Nie jestem fanką pomieszania gwary, patetycznych przemów, połączonych z cytatami z poezji. Przez to mam wrażenie, jakby akcja toczyła się kilka dekad temu, a bohaterowie wydają się obcy, jakby z innej epoki. Niemniej, jeśli komuś ten styl nie przeszkadza, to zawsze warto dać szansę tej, ujmijmy to, komedii romantycznej.

Autorka książki: Klaudia Sowa

“Zakochanych w słowach” i inne książki dla kobiet w znajdziesz w księgarni internetowej selkar.pl.