Recenzja książki “Zawsze będziemy razem” Gabrieli Gargaś

Gabriela Gargaś to dosyć płodna autorka, o nieszablonowym stylu, który zachwycił już wielu. Jako że to już kolejna jej książka, z którą mam do czynienia, muszę się do tych zachwytów dołączyć. Ale oczywiście nie każdy od razu wie, skąd te ochy i achy. Dla tych, którzy jeszcze tej postaci nie kojarzą, nakreślę pokrótce, czego należy się po Gargaś spodziewać. Spieszę więc i wyjaśniam, że do tej pory stykałam się z powtarzaniem pewnych elementów. Są to: tło historyczne, zwykle skupione na trudnych dla Polski momentach, ciężka aura spowijająca nasz kraj jest rozjaśniana nieco przez romantyczne relacje, obyczajowe dzieje co najmniej jednej rodziny, cała gama emocji i niedosyt na koniec.

Podobno nie ocenia się książki po okładce, ale te dedykowane książkom Gargaś zawsze wywołują u mnie westchnienia. Pięknie się prezentują, czy to pojedynczo, czy też w komplecie u boku innych. Mogłabym nawet jej nie czytać, tylko siedzieć i ją podziwiać. Oczywiście, że to dość płytkie z mojej strony, ale zapewniam, że „Zawsze będziemy razem” również wnętrze ma piękne. I spośród wszystkich jej powieści, które już mam za sobą, ta zaczyna się zdecydowanie z największym impetem. Od pierwszego zdania byłam kupiona, a potem już do samego końca trwałam oczarowana przy barwnych bohaterach i ich angażujących historiach.

Nie ma tu nudy ani przez chwilę, dlatego trudno się momentami oderwać. Radzę więc przed zabraniem się za czytanie zarezerwować odpowiednią ilość czasu na te ponad czterysta stron. Możecie też zrezygnować z zakładki. Nie będzie potrzebna. Teresa i Kateryna mają na tyle barwne i emocjonujące życie, że wystarczą same chęci, by skończyć w jeden dzień. Mimo trudnych, czasem przykrych wątków, zwłaszcza związanych z ówczesnymi realiami, całość sprawia wrażenie bardzo ciepłej i kojącej wręcz powieści. Nazwać tę książkę obyczajówką to potwarz. To wręcz uwłaczające dla niej, bo jest dużo głębsza, pozwala na refleksje, ale też umila czas. Dużo w niej namiętności, miłości i hartu ducha, ale też nie brakuje nieszczęścia, chłodnego dystansu i konfliktów rodzinnych.

„Zawsze będziemy razem” to kolejny tom z serii Sagi Dobrzyńskich. Ale radzę się nie przejmować, jeśli ktoś wcześniejszej części nie czytał. W historię wprowadza się nas powoli, stopniowo, także nie da się pogubić. Z fabuły celowo staram się za wiele nie zdradzać. Powiem ogólnie tylko, że Maksymilian i Teresa starają się ratować swoje małżeństwo, choć powoli obojgu zaczyna brakować do tego serca. Zwłaszcza, że w życiu mężczyzny pojawia się Małgorzata… Kateryna z kolei stara się dotrzeć z Gustawem, stworzyć ognisko domowe. Przez chwilę wydaje się, że wszystko zmierza ku dobremu, że zazna szczęścia i ten stan utrzyma się na zawsze, jednak sielankę zaczyna trawić zazdrość. Może nie jest bez przerwy kolorowo, lecz kobiety starają się, by każdy kolejny dzień przeżyć, jak najlepiej.

Więcej już naprawdę nie chcę zdradzać, ale zapewniam gorąco, że historia jest warta przeczytania. Gabriela Gargaś potrafi zawładnąć czytelnikiem jak mało kto. I choć nie jestem fanką opisywanych czasów (w zasadzie to chyba ówcześni ludzie też nie byli ich entuzjastami), ale tutaj nie działają one na niekorzyść fabuły, a tylko ją podkręcają, dając nam wystrzałową mieszankę, której nie sposób się oprzeć.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Zawsze będziemy razem i inne książki Gabrieli Gargaś znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.