Recenzja książki “Zła królowa” Holly Black

Holly Black to amerykańska pisarka, która ma już na swoim koncie parę niezłych bestsellerów. Ostatnimi czasy podbiła serca czytelników sagą „Okrutnego księcia”, jednak w przypadku „Złej królowej” trochę obniżyła swe loty. Jak na książkę fantasy za wiele wydarzeń rozgrywa się w szarym, nudnym świecie ludzi. Z prawdziwą magią mamy do czynienia raz na kilka rozdziałów. Ten brak elementów fantastycznych mocno odbija się na fabule, która może i jest na swój sposób wciągająca, ale wzbudza w czytającym poczucie, że to wszystko miało i powinno wyglądać inaczej. Za mało czasu dane nam było spędzić wśród elfów. Poznajemy jedynie garstkę ich przedstawicieli. A niestety każdego z nich trudno w ogóle polubić.

Główną bohaterką jest Kaye, blond Japonka, która, ku ubolewaniu jej babci, idzie w ślady matki. Rzuca szkołę i teraz codziennie wymyka się z domu okłamując bliskich. Czas spędza głównie z najgorszym możliwym sortem młodzieży. Jej tak zwani „przyjaciele” nie ufają jej, ciągle zarzucają kłamstwo i wyciągają na imprezy, na których główną rozrywką jest rzucanie bluzgami i rozbijanie butelek po alkoholu. Gdyby toksyczne środowisko było główną osią fabuły, książka mogłaby być naprawdę ciekawa, bo patologiczne działania aż z niej wyciekają. Na nieszczęście tak się nie dzieje. Co więcej, okazuje się, że świat elfów jest równie zepsuty, choć jeszcze bardziej chaotyczny.

Sama główna bohaterka jest nad wyraz odpychająca. Zachowuje się nielogicznie. Zakochuje się w elfie, mimo że spędziła z nim mniej niż godzinę i zamieniła tylko kilka zdań. Wcale nie przeszkadza jej w tym wszystkim fakt, że jej obiekt westchnień zabił jej przyjaciela. Jednocześnie dziewczyna z satysfakcją podchodzi do tego, że jeden z jej znajomych (i to w dodatku chłopak jej najlepszej przyjaciółki!) notorycznie ją molestuje. Krótko mówiąc: Kaye jest dziwna. Sama ściąga na siebie większość problemów, przez co irytuje czytelnika swoim zachowaniem już od pierwszych stron.

Poszczególne wątki wydają się być dodane na siłę. Większość dialogów zupełnie się ze sobą nie klei. Relacje między postaciami nie są jasne, praktycznie do samego końca. Odnoszę wrażenie, że autorka pisała swoją książkę na szybko i do tego niezbyt starannie. Zasady rządzące elfim uniwersum są dodawane na bieżąco, mało co jest dogłębnie wyjaśniane, więc nie doświadczy się przy tej książce uczucia przejęcia czy stresu. Za to dzięki temu akcja jest bardzo (może nawet zbyt) płynna i przez kolejne rozdziały przechodzi się z prędkością Formuły1.

Wydaje mi się, że fani prozy Holly Black z chęcią dołączą „Złą królową” do swojej kolekcji, choć zakładam, iż nie będą bawić się tak dobrze, jak w przypadku jej innych powieści. Mimo wszystko szybko się ją czyta, a pod kątem psychologicznym może być nawet – pokuszę się o to słowo – fascynująca. Żałuję, że autorka nie postanowiła bardziej rozbudować swojego świata, jego reguł, a przede wszystkim bohaterów, których myśli nie dane nam było poznać. Nie mają oni charakteru, przez co nie da się z nimi zżyć i przejmować ich losami. Za to podoba mi się nowatorskie podejście do klanu elfów, które zwykle w literaturze przedstawiane są na jedną modłę. Tym razem dostajemy coś świeżego i ciekawego, co jest wielkim plusem książki.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa