Recenzja książki „Zła mamusia”

Macierzyństwo to piękny czas w życiu każdej kobiety. To czas szczęścia, spełnienia i uzmysłowienia sobie, co w życiu człowieka jest najważniejsze. Niestety nie każdej kobiece dane jest doświadczyć tego stanu, co może prowadzić do poczucia smutku, żalu, braku wiary w swoją wartość…, jak i też czegoś znacznie bardziej dramatycznego. I o takim przypadku opowiada właśnie pasjonująca powieść Tiny Baker pt. „Zła mamusia”, która ukazała się w naszym kraju nakładem Wydawnictwa Filia.

Sara ma wszystko – pieniądze, piękny dom i urodę…, ale nie może mieć upragnionego dziecka. Pod wpływem impulsu, jakim jest widok matki nie mającej czasu dla energicznej córeczki podczas sklepowych zakupów, porywa ją. I tak też Sara staje się matką dla Tonyi, która jednak w niczym nie przypomina obrazu jej wymarzonego chorym umysłem, dziecka. Natomiast prawdziwa matka dziewczynki – Kim, musi zmierzyć się z największym dramatem swojego życia…

Tina Baker oddała w nasze ręce niezwykle klimatyczną, ciekawie skonstruowaną i przede wszystkim intrygującą opowieść spod znaku psychologicznego thrillera – czasami mroczną, czasami nieco łagodniejszą w swej wymowie, ale zawsze ciekawą. Interesującym jest bowiem już sam temat tej książki, który ukazuje wypaczone piękno macierzyństwa, ale też i uświadamia w jakże mocny sposób to, jak silnym jest to pragnienie, które popycha ludzi nawet do tak straszliwych czynów…

Bardzo ciekawie przedstawia się konstrukcja tej powieści, gdzie to mamy podział na trzy główne tory relacji – z perspektywy Sary vel Mamusi, Kim, jak i również Tonyi. I przyznam szczerze, że to właśnie ten warsztatowy zabieg sprawia, że historia ta jest tak ekscytującą, zaskakującą w swej postaci i potęgującą napięcie ze strony ze strony, gdzie każda z tych trzech postaci odbiera serwowane nam tu wydarzenia w zupełnie inny, ale zarazem zawsze pasjonujący, sposób. Na końcu mamy zaś finał, który wydaje się być niezwykle symbolicznym…
Być może kogoś zaskoczę – a być może nie, ale najbardziej interesującym spojrzeniem na zaistniałą tu sytuację było dla mnie to oczyma malutkiej Tonyi – dziecka, które nie wszystko jeszcze rozumie, ale które podświadomie czuje, że dzieje się coś złego. To także bardzo ciekawa osobowość tej dziecięcej bohaterki, która z jednej strony skrada nasze serca, ale z drugiej też przekonuje o tym, że również i dzieci potrafią mieć swój mocny i trudny charakter.

To thriller, który trzyma w napięciu, czasami lekko nas przeraża, ale co ciekawe również i rozładowuje tę gęstą atmosferę kilkoma scenami – głównie na linii relacji pomiędzy Sarą i Tonyą, które mają w sobie nawet coś z komediowych akcentów. Myślę, że to dobre rozwiązanie autorki, które w jakiejś mierze zdejmuje ciężar wymowy z tej opowieści, która wszakże dotyka sobą trudnego tematu, jakim to jest uprowadzenie dziecka.

Jeśli chodzi o samą lekturę książki, to ta jest naprawdę zajmującą, intrygującą i poprowadzoną w taki sposób, byśmy zbyt wcześnie nie mogli domyślić się zakończenia tej historii. To również ekscytacja, chwile autentycznego strachu o los dziecka i jej biologicznej matki oraz wielkie emocje, które mają niezwykłą moc oddziaływania na nas, czytelników. Dużą zasługę w tym względzie ponosi z pewnością pisarski warsztat autorki, która dokładnie wie w jakim momencie zwiększyć tempo, w jakim nieco zwolnić oraz jak zakończyć dany rozdział, byśmy nie mogli doczekać się jego kontynuacji, poznając jednak najpierw wydarzenia z udziałem innych bohaterów.

Powieść Tiny Baker pt. „Zła mamusia”, to psychologiczny thriller z elementami obyczajowego dramatu, który cechuje jakość, wielka emocjonalność przekazu i solidność pisarskiego warsztatu. To książka, która porusza, chwilami szokuje, ale też i nie przekracza tej ważnej granicy mocnych wrażeń, które mogłyby być właśnie zbyt mocnymi dla szerokiego grona odbiorców. I to też jest w mej ocenie dużym plusem tej pozycji. Oczywiście ze swej strony polecam i zachęcam was do sięgnięcia po ten tytuł.

Złą mamusię” oraz inne thrillery znajdziesz w księgarni internetowej selkar.pl.

Autorka recenzji: Urszula Janiszyn.