Recenzja książki “Żmijowisko” Wojciecha Chmielarza

O „Żmijowisku” zrobiło się ostatnio głośno za sprawą serialu o tym samym tytule, który powstał na podstawie powieści Wojciecha Chmielarza. W polskiej literaturze nie brakuje inspiracji dla twórców filmów i seriali, więc tym bardziej autor powinien być zadowolony z siebie, że może doczekać się przeniesienia swojego dzieła na ekrany po nieco ponad roku od wydania. Pytanie, czy proza rzeczywiście zasługuje na naszą uwagę.

Koncepcja faktycznie już od pierwszych zdań jest wybornie wciągająca. Zaczynamy od prologu, w którym dowiadujemy się, że jedna z bohaterek – Kamila, właśnie po raz drugi próbowała odebrać sobie życie. Jedyne, co ją powstrzymało, to nagłe przyłapanie jej przez małego synka z jedną nogą za barierką balkonu. Te kilka stron jest w zasadzie odbiciem całości. Taki właśnie świat serwuje nam Chmielarz. Smutny, dobijający i pełen zła. W którym ludzie żyją, bo muszą, a nie dlatego, że chcą.

Później poznajemy kolejnych bohaterów, a jest ich całkiem sporo. Ośmielę się nawet stwierdzić, że nawet za dużo i część z nich uznaję za niezbyt potrzebnych. W fabule, jak najbardziej, zasługują na swoje miejsce. Nie powinni jednak dostawać „własnych” rozdziałów. Akurat tutaj nie zawsze sprawdza się ukazywanie perspektywy innych postaci, trochę rozmywa to intrygę, tajemnicę i za bardzo rozprasza uwagę.

Poza tym same kreacje owych bohaterów niespecjalnie się od siebie różnią. Wszyscy są wiecznie nieszczęśliwi i zgorzknieli, do tego wulgarni i pozbawieni chęci do czegokolwiek. Rozumiem, że każdy ma jakąś, może i niewesołą, przeszłość, ale żeby tak ani jedna osoba nie była w stanie przełamać tego schematu? Brakuje tu kogoś chociaż odrobinę pozytywnego. Bo jak wypada tragedia w świecie, gdzie życie każdego jest taką tragedią? No blado.

Jak już mowa o złych zdarzeniach, to głównym wątkiem jest zaginięcie córki Kamili i Arka – piętnastoletniej Ady. Matka wymusiła na nastolatce spędzenie rodzinnych wakacji z jej paczką znajomych, więc poza grupą dorosłych i ich malutkich jeszcze dzieci dziewczyna nie ma z kim spędzać czasu. Jak na wspólne wakacje, to mało kto odpoczywa i się relaksuje. Ludzie bez przerwy chodzą na coś wkurzeni, kłócą się albo ignorują. I właśnie w tej mało sielankowej scenerii dochodzi do zniknięcia Ady w niewyjaśnionych okolicznościach. Rok po tym zdarzeniu zrozpaczony ojciec wraca do Żmijowiska, żeby podjąć desperacką próbę odszukania swojego ukochanego dziecka. Właściciele ośrodka traktują go z dystansem, znajomi uznają to za jego próbę poradzenia sobie z żałobą, ale w jego zachowaniu jest coś głębszego…

Jeśli chodzi o sam język, to mam momentami problem z zaakceptowaniem stylu autora. Wchodzi na bardzo depresyjne nieraz tony, a bohaterowie w każdym wieku zdają się zmęczeni egzystencją. Były też słowa, które mnie zupełnie raziły, jak na przykład zapis słowa „tiszert”. Brrrrr. Moje oczy do tej pory krwawią. Historia jest też rozbita i rozdziały raz opisują lato, w którym Ada zaginęła, raz obecną chwilę, a czasem nawet okres „pomiędzy”. Jest to szalona mieszanka i na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Sam zabieg wydaje się tu nieodzowny, jednak mam wrażenie, że był używany zbyt często i książka przez to ma bardziej charakter, powiedzmy, filmowy. Przez to elementy powieści zdają się być za bardzo porozrzucane. Jednak jeśli chodzi o pomysł na książkę to trzeba przyznać, że ma ona w sobie tę magnetyzującą moc, więc warto zignorować drobne niedogodności i się w ten temat zagłębić.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Żmijowisko” i inne książki Wojciecha Chmielarza znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.