Recenzja książki “Znamię” Olgierda Hurki

 „Jeżeli nie jest oczywiste, co się zdarzyło, błędem byłoby skakać od razu do hipotez. Te powinny wynikać z całościowego oglądu dostępnych faktów i śladów, nie mogą być niekontrolowanymi wykwitami nadinterpretacji pierwszych informacji, przeczuć, uprzedzeń i skrótów myślowych. Zbyt szybko przyjęta hipoteza to prawdziwa kotwica dla śledztwa”. Do sięgnięcia po „Znamię” Olgierda Hurki zachęciła mnie przyciągająca wzrok okładka i cieszę się, że tym razem ładne „opakowanie” zawierało naprawdę ciekawą treść.

W renomowanej  kancelarii prawnej Marshall i Greensberg, która specjalizuje się w przejmowaniu firm, nie dzieje się najlepiej. Kierujący polskim oddziałem Michał Tumski nie jest w stanie wykonać planu rocznego, więc europejska centrala w Londynie zaczyna na niego naciskać, a do tego w tajemniczych okolicznościach znika jedna z prawniczek. Czy zniknięcie Joanny Szymalak miało coś wspólnego z jej pracą zawodową, czy raczej warto by było przyjrzeć się bliżej jej życiu prywatnemu? Policjanci nie mają łatwego zadania, bo nie odnaleziono „żadnych ciekawych śladów w mieszkaniu, samochodzie, nic na kamerach na dworcu i w okolicach. Świadkowie na miejscu nic nie widzieli, znajomi i współpracownicy nic nie wiedzą. Dramat po prostu”.

Tak się złożyło, że bezpośrednio przed „Znamieniem” czytałam „Precedens” Remigiusza Mroza. Bohaterami obu książek są prawnicy, ale o ile Mróz postawił na spektakularny proces o morderstwa popełnione na oczach tysięcy internatów, o tyle Hurka zbudował fabułę wokół próby przejęcia firmy. Na początku wydało mi się to fatalnym pomysłem, bo cóż może być wciągającego w wystosowywaniu wezwań i skupowaniu akcji? Szybko zmieniłam zdanie. Ten wątek okazał się o wiele ciekawszy od policyjnego dochodzenia w sprawie zaginięcia Joanny. Michał wie, że coś jest na rzeczy, ale potrzebuje pomocy profesjonalisty – Marcina Horodyńskiego, byłego oficera śledczego policji, żeby uzyskać odpowiedzi na nurtujące go pytania: „Po pierwsze – jak sprawdzić, czy miał miejsce przekręt (…) Po drugie – jeżeli był, to po co to robią, i trzecie, kto za tym stoi?”. Bohaterowie Hurki nie są tak wygadani i przebojowi jak Joanna Chyłka ( może z wyjątkiem Mirojada, który kieruje się zasadami „.Klient nie chce mówić? Nie pytasz. Chce zapłacić? Bierzesz.”). I całe szczęście. Tumski nie może wrócić do normalności po stracie żony, która zmarła po ciężkiej chorobie. Zapija smutek alkoholem i zamyka się w swojej luksusowym mieszkaniu, żeby w samotności roztrząsać przeszłość. Fabuła poprzeplatana jest jego wspomnieniami szczęśliwych chwil spędzonych z Anią. Dopiero pod koniec książki autor zdradzi nam szczegół z życia Tumskich, który sprawi, że zupełnie inaczej spojrzymy na pogrążonego w żałobie męża. Z kolei aspirant Agnieszka Moroz to matka samotnie wychowująca syna i zmagająca z chorobą, której objawy leczy za pomocą „ziół”. Wszyscy bohaterowie „Znamienia” mają jakiś sekret, nikt nie jest do końca niewinny, każdy nosi swoją pieczęć występku.

Historie o miłości i zbrodni to „nierzadko rozdziały tej samej opowieści”. Tak też jest w przypadku książki Olgierda Hurki. „Znamię” powinno przypaść do gustu nie tylko miłośnikom kryminałów, bo autor nie skupia się wyłącznie na wątku zniknięcia bohaterki, ale też rozbudowuje wątki obyczajowe. Zapewne nie wszystkim spodoba się „urwane” zakończenie, ale może to tylko zapowiedź kontynuacji? Taką mam nadzieję, bo chętnie dowiedziałabym się, jak potoczą się dalsze losy Agnieszki i Michała.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

“Znamię” i inne książki kryminalne znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.