Planer utkany z marzeń

Recenzja “Planeru utkanego z marzeń”

Wraz z końcówką lata w księgarniach pojawił się kolejny już planer stworzony pod patronatem polskiej pisarki znanej z powieści obyczajowych i romansów, Gabrieli Gargaś. Od wydania poprzedniego upłynął już rok, więc czas najwyższy zaopatrzyć się w nowy organizer czasu. Tak jak poprzedni planer nie posiada dat – pozostawiono puste luki, które samemu należy uzupełnić. Sami możemy zdecydować, kiedy zaczniemy z niego korzystać. Nie wymaga od nas regularności czy uporządkowania. W zasadzie niczego od nas nie wymaga, bo stanowi tylko bazę pod nasze potrzeby. O reszcie decydujemy my.

Pierwsze strony, tak jak poprzednio, zajmuje przedmowa autorki. Niestety praktycznie słowo w słowo powielona z „Planera takiego jak Ty”. Myślę, że jednak warto było zdobyć się na odrobinę kreatywności i przelać na papier nową, krótką myśl. Przemawia za tym ozdobność książeczek, które z zewnątrz, ale też w środku zachwycają designem i kolorami. Planery są stylizowane na pamiętniki – znajdują się w nich specjalne strony na spisanie swoich marzeń, celów, inspirujących cytatów. Po zapełnieniu mogą więc stanowić dla właściciela wartość sentymentalną i nie zdziwię się, jeśli niejeden posiadacz postanowi zatrzymać go sobie na pamiątkę, a nawet pójść dalej i zebrać całą kolekcję, która dumnie ozdobi jego półki albo trafi do pudła i za ileśdziedziąt lat obudzi wspomnienia.

Mamy jednak pewną nowość – krótkie opowiadania Gabrieli Gargaś z jej życia, w zasadzie anegdoty. Sam zamysł nie jest zły, zapewne miał dawać poczucie, że autorka mówi do nas, zupełnie jakby siedziała tuż przed nami i się nam zwierzała. Trudno jednak nie zauważyć nieco za dużego gloryfikowania własnej osoby. Jakby Gargaś była co najmniej duchowym przewodnikiem, który najlepiej każdemu doradzi, bo „zna życie”. Jej historyjki ze spotkań z różnymi osobami stawiają ją jako wzór kobiety. Kobiety, która wie, czego chce i bierze to sobie a przy tym jest empatyczna, śmiała i pewna swego. Uważam, że lepiej sprawdziłoby się podejście do tematu z większą skromnością. Przyjemniej się czyta o drobnych „wpadkach” życiowych niczym u Bridget Jones niż o cukierkowym świecie Pani Gabrieli.

Kolejną sprawą są cokilkustronicowe hasła pod tytułem: „Chcesz coś zrobić? Zrób to!”. Widać, że autorka chce zwyczajnie zachęcić kobiety do spełniania swoich mniejszych i większych zachcianek, do odpoczynku oraz postawieniu siebie na pierwszym miejscu. Problem polega na tym, że takie porady przeważają i cyklicznie śle się ku nam namowy na „zwolnienie tempa”, co raczej gryzie się z równie częstymi zachętami do wytyczania nowych celów i organizacji obowiązków. Oczywiście, że warto czasem dać sobie na wstrzymanie, ale chyba niekoniecznie co drugi dzień? W końcu jeśli taki odpoczynek zajmuje 50% naszego życia to czy nie marnujemy trochę jego potencjału? Zwyczajnie w planerze brakuje mi różnorodności. Czytając dziesiąty raz poradę, żeby zrobić sobie dzień wolny, odechciewa się robienia czegokolwiek. Dużo lepiej przyjęłabym zachęty do podjęcia jakichś aktywności. I nie chodzi mi o kolejne obowiązki ani pracę, ale o motywację do działania dla siebie samej, typu „Wyjdź na spacer” czy „Naucz się piec nowe ciasto”. W końcu raczej lepiej się rozwijać niż zamulać na kanapie z taką częstotliwością.

Planer utkany z marzeń jest przeznaczony dla kobiet, szczególnie dla żon i mam, czyli nie różni się zbytnio od poprzedniego, a szkoda. W końcu wszystkim przyda się jak najlepsza organizacja, ale kto wie, może za rok wyjdzie coś bardziej „elastycznego”.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Planer utkany z marzeń” i inne książki Gabrieli Gargaś znajdziecie w selkar.pl.